Urban Decay x Gwen Stefani: recenzja.

Hej. Dziś przychodzę do Was z recenzją palety cieni z Urban Decay x Gwen Stefani (Limitowana Kolekcja). Opakowanie zewnętrzne jest kartonowe w złote i białe linie. Od razu jak zobaczyłam to pudełko, przypomniał mi się teledysk Gwen – The Sweet Escape, tam było wszystko na złoto. Podobnie jak w przypadku wszystkich palet Urban Decay, nawet i w tej z Gwen, na odwrocie pudełka, znajdujemy mały schemat, przedstawiający nazwy i kolory dokładnie tak samo jak są ułożone na palecie.

20160317_122721 20160317_122820

Paleta ma zamknięcie na magnes, więc jest bardzo praktyczna. W środku, wielkim plusem, jest duże lustro, z małym złotym napisem w prawym kąciku na dole Magic’s in the Makeup.

W palecie znajdziemy cienie, którymi stworzymy neutralny delikatny dzienny makijaż, ale i bez najmniejszego trudu przekształcimy go w coś zdecydowanie wieczorowego.

IMG_20160317_123753 IMG_20160317_124210

 

Gwen Stefani sama wybrała nazwy cieni, wykorzystując tytuły swoich piosenek. W palecie znajduje się 15 cieni: 12 całkowicie nowe, a pozostałe 3 pochodzą z wcześniejszych kolekcji, które są o różnych wykończeniach:

BLONDE delikatny beż z różowymi drobinkami,

BATHWATER perłowy beż,

SKIMP satynowy nude (cielisty),

STEADY średni róż z metalicznymi drobinkami,

PUNK brązowy mat,

IMG_20160317_124924

BABY zimny metaliczny róż,

ANAHEIM szaro-brązowy mat,

STARK cielisto-różowy mat,

ZONE średni brązowy mat,

SERIOUS szaro-brązowy perłowy,

IMG_20160317_125514

POP szampański róż,

HARAJUKU niebieski metaliczny z różowymi drobinkami,

DANGER głęboki metaliczny granat z jasnoniebieskimi drobinkami,

1987 metaliczne żółte złoto,

BLACKOUT najczarniejszy czarny mat.

IMG_20160317_130106

Wszystkie cienie zawierają unikalny, opracowany przez Urban Decay, Pigment Infusion SystemTM, nadający im jedwabistą strukturę, bogaty kolor, niebywałą trwałość i zdolność do wyjątkowo łatwego łączenia się z innymi barwami. Mają fantastyczną pigmentację, dobrze się nakładają i blendują. Muszę Wam przyznać, że matowe cienie bardzo mnie zdziwiły (oczywiście mówiąc pozytywnie) w dotyku są aksamitne, jedwabiste i gładziutkie. Nie mam absolutnie żadnych zastrzeżeń do tej palety oprócz jednej: cień Baby trochę się osypuje, nie dużo, ale trzeba uważać na niego, kiedy się nakłada go na powiekę. Oczywiście ja zawsze nakładam primer przed użyciem jakiegokolwiek cienia. Ja z tej palety jestem bardzo zadowolona i ciesze się, że ją mam, jest znakomita, po za tym to moja pierwsza paleta z UD. Cena jej to 299,00 złotych, wiem, że to wysoka cena jak na paletę, ale myślę, że warto wydać na nią pieniądze.

To tyle na dziś, mam nadzieje, że post Was zainteresował, dajcie koniecznie znać czy macie tą paletę i jakie są Wasze opinie. Jeśli jej nie macie to czy chciałybyście ją mieć i czy chcecie więcej informacji na jej temat. Jeśli macie pytania to piszcie je w komentarzu 🙂

Do następnego, cześć :*

 

 

 

 

Urban Decay x Gwen Stefani: recenzja.

Ulubieńcy miesiąca: Luty 2016.

Hej dziewczyny. Luty już za nami, więc przyszedł czas na ulubieńców miesiąca. Ten miesiąc minął mi bardzo szybko. Kupiłam parę nowych kosmetyków w lutym, własnie je testuję i o niektórych mam już dobrą opinię, na pewno znajdą sie w ulubieńcach w następnym miesiącu.

Pierwszy produkt to Velvet Teddy z Mac. Ta pomadka jest jedną z najpopularniejszych szminek tej marki. Uwielbiam ten kolor. Ciemnobeżowy nudziak towarzyszy mi codziennie w dziennych makijażach i nieraz w wieczornych smokey. Jest ona matową szminką jednak bardzo łatwo się ją rozprowadza po ustach i nie wysusza ich tak bardzo, jak te z wykończeniem retro matte czy też inne bardziej „suche” z innych firm. Na pewno ją odkupię jak mi się skończy, ponieważ uważam, że z jest jednym z najlepszych kolorów na świecie.

20160229_141355

Drugi produkt to moja ulubiona konturówka z Essence, 11 in the Nude, w tym miesiącu używałam ja razem z Velvet Teddy, ma taki sam kolor jak ta pomadka. Oczywiście, utrzymuje się bardzo długo i używałam ją samą na całe usta jeszcze przed szminką a efekt był prawie taki sam.

20160229_141647

Trzeci produkt, te balsamy po porostu uratowały moje usta od zimna, wiatru i noszenia matowych pomadek. Bardzo je lubię, maja piękne zapachy, szczególnie ten kokosowy. Nawilżam moje usta tym balsamem prawie przez cały dzień, jeśli nigdzie nie wychudzę i sa zawsze „perfekcyjne”.

20160229_141251

Czwarty produkt, simil beauty blender. Używam tej gąbki z firmy Wycon, która kosztuje o połowę mniej niż oryginalna BB. Bardzo dobrze mi się z nią pracuje, jak widzicie ma trochę inny kształt od tego oryginalnego jajka, ale z tą dokładnie mogę rozprowadzić podkład w „trudne miejsca” np. w okolicy nosa, w kąciku oka itd. Jest trochę twardsza od tamtej ale jestem już przyzwyczajona i używam jej codziennie.

20160229_141416

Piaty produkt, nie jestem wielką maniaczką pielęgnacji ciała, zazwyczaj to w ogóle nie nawilżam się przez pare dni lub zapominam, no pod tym względem jestem leniuchem. Jednak postanowiłam trochę po zużywać rożnych balsamów, żeli pod prysznic, bo zebrałam ich tonę. W tym miesiącu pokochałam ten z Avon, Green Tea, mam go cały zestaw, żel pod prysznic i pachnącą mgiełkę, jednak balsam najbardziej mi przypadł do gustu. Bardzo pięknie pachnie, tak świeżo. Ten zapach przypomina mi wiosnę, która nadchodzi. Moja skóra pozostaje nawilżona na długi czas i jest taka gładka, jestem bardzo zadowolona.

20160229_141053

Szósty produkt, w tym miesiącu króluje u mnie tusz to rzęs Miss Manga, mam też ten żółty, ale nie podoba mi się efekt który mogę osiągnąć. Jednak nie wszystkie lubią ten tusz, niektóre są zadowolone z tej różowej/żółtej, inne nie, mi się podoba  i używałam jej do codziennego makijażu w tym miesiącu.

20160229_141449

Siódmy produkt, nadchodzi wiosna i kwiatowe zapachy. W tym miesiącu używałam i skończyłam Avon Far Away Bella Sunset, można powiedzieć, że go wypiłam przez ten cały luty. Ma bardzo delikatny zapach, świeży, kwiatowy idealny na tą porę roku, jest idealny.

20160229_141206

Dziewczyny to tyle z moich ulubieńców, dajcie koniecznie znać jakie były Wasze w tym miesiącu, ja sie z Wami żegnam i do następnego :*

Cześć 🙂

 

Ulubieńcy miesiąca: Luty 2016.

Moja Makeup Wishlist na rok 2016.

Hej dziewczyny. Przychodzę do Was z dzisiejszym postem, a mianowicie z moją Makeup Wishlist na rok 2016. Nie są to kosmetyki tanie, więc postanawiam je „osiągać” stopniowo. Trochę ich jest w tym roku, ale wiem że do końca tego 2016, znajdą się w mojej makeup collection.

Pierwszy kosmetyk: Urban Decay x Gwen Stefani

Już nie długo są moje urodziny i mam ochotę kupić paletę ceni Urban Decay x Gwen Stefani (Edycja Limitowana) na pewno znacie tą paletę, widziałyście ją na youtube, na żywo, a może ją macie? Mi się bardzo podoba, to są moje cienie, idealnie mi pasują do moich zielonych oczu, chociaż wątpię że ten ciemnoniebieski kolor będzie do mnie pasował, ale ogólnie cała paleta jest ok. Trochę zaszaleli z ceną, ponieważ kosztuje ponad 300 złotych, ale w niektórych drogeriach możecie ją znaleźć za około 300. Jednak wiem, że będę jej używać w dziennych i wieczornych makijażach. Oczywiście jak tylko się pojawi u mnie, będzie post na blogu z pierwszymi wrażeniami.

urbandecay_gwenstefani002

Drugi kosmetyk: pomadki z MAC

W tym roku zamierzam trochę poszaleć z pomadkami, w tamtym roku kupiłam sześć, a w tym od stycznia tylko jedną, ale to nie tu się kończą moje zakupy. Te pomadki mam już od paru miesięcy i wiem że są bardzo dobrej jakości i jeszcze żadna mnie nie zawiodła. W tym roku mam zamiar kupić je w kolorze: Ruby Woo czyli matowa, żywa niebieska czerwień; Russian Red, też, taka sama jak ta poprzednia tylko bardziej intensywna; Whirl brudny róż; Mehr brudny niebieski róż; Steady Going jasny matowy róż; Honeylove matowy beż w odcieniu różanym i pod koniec roku tak na sezon jesienno-zimowy, Instigator czyli taki ciemny fiolet i Media intensywny czerwonawy fiolet. Na razie wezmę te, a może coś mi się zmieni i dodam inne kolorydo mojej kolekcji. Cena to 86 złotych za jedną.

Trzeci kosmetyk: Nyx Lingerie Liquid Lipstick

Jak je zobaczyłam to od razu się zakochałam, po prostu są cudowne, istnieją kolory jasnobrązowe, jasnoróżowe, trochę ciemniejsze ale ogólnie kolory nude, oczywiście są to pomadki płynne z matowym wykończeniem, których używam codziennie już od paru miesięcy. Widziałam je w internecie i chce je kupić wszystkie jakie są dostępne, jest ich chyba 12 lub 24 (12 nowych kolorów i 12 tych „starszych”) ale nie wiem nie jestem pewna, te które uda mi się zdobyć kupie od razu. Jest to wielkie „wyzwanie” kupić je wszystkie, ale tak bardzo mi się spodobały, że musiały się znaleźć w mojej wishliscie. Nie są one bardzo drogie, ale wiadomo, że jak się kupi parę pomadek za jednym razem to sumka urośnie.

FjfUYPFsT7IMG_20160221_194707

Czwarty kosmetyk: Palety the Balm Nude Dude i Nude ‚tude

Postanowiłam kupić te dwie palety z the Balm, ponieważ nigdy nie próbowałam ich cieni, a bardzo mnie kuszą, widziałam, że bardzo duża ilość dziewczyn jest zadowolona z tych palet. Mi się podobają obydwie, chociaż są prawie takie same. Jedna z nich była w mojej Wishliscie z tamtego roku, jednak niestety nie kupiłam jej. Te palety są bardzo uniwersalne, mają i jasne i ciemne kolory, jest też czarny, więc spokojnie można zrobić dzienny i wieczorny makijaż. Cena 149 złotych.

The-font-b-Balm-b-font-Eye-Shadow-font-b-Nude-b-font-font-b-Tude (1)

Piąty kosmetyk: Yves Saint Laurent Black Opium.

Jak widzicie na mojej Wishliscie znajduje się także perfum, to jest YSL Black Opium który jest bardzo piękny ale i bardzo drogi, zakochałam się w tym perfumie odkąd go spróbowałam pierwszy raz na testerze w perfumerii i miałam go kupić od razu, ale patrząc na cenę odłożyłam go. No niestety za same 30 ml musimy zapłacić 270 złotych, a ja chciałabym większy format czyli tą za 50 ml która kosztuje 385 złotych. Jest to perfum, więc na pewno szybciej pójdzie od palety, ale na pewno jeszcze w tym roku uda mi się go kupić. Producent mówi o zapachu czarnej kawy, jaśminu, kwiatu pomarańczy, rożnowego pieprzu, paczuli oraz wanilii. Zachęcam Was do pójścia „się nim popryskać”, bo jest cudowny.

m9170531_P1920022_princ_hero

Szósty kosmetyk: Born This Way Too Faced

Jestem bardzo ciekawa tego produktu, ponieważ w 2015, odkąd jest w sprzedaży, na zagranicznych blogach i na YouTube widziałam każdą dziewczynę która go używała. Miałam go kupić w grudniu, ale jakoś nie wyszło, w tym roku na pewno będzie mój. Cena 139 złotych.

m12240647_333194_medium

Siódmy kosmetyk: Anastasia Beverly Hills Liquid Lipstick

Jestem zakochana w tych pomadkach, jednak niestety trudno je dostać. Mają przepiękne kolory i są bardzo dobrej jakości. No niestety jestem pewna, że nie pojadę do Ameryki w tym roku, a z USA boje się je kupować. Jednak na Anglikańskim eBay widziałam je, z nieco większym kosztem ale skuszę się na jedną może dwie jak na razie. Cena 20 dolarów za jedną.

1143

Osmy kosmetyk: Lime Crime Liquid Lipstick

Tak samo jak ABH Liquid Lipstick, Lime Crime ma niektóre kolory które są przepiękne. Cały czas oglądam swatches na YouTube i jedna jest piękniejsza od drugiej. Ja już od paru miesięcy używam tylko matowych pomadek. Te także mają bardzo długą trwałość i są matowe. Są u mnie na Wishliscie od tamtego roku. Cena 20 dolarówza jedną. tumblr_o0e49v2oz51t1gwpzo1_500LIPS_VELVETINES__38621.1439933066.600.720

To tyle z mojej Wishlisty na rok 2016, wiem że dla niektórych z Was mogą to być nawet „tanie” kosmetyki a dla niektórych za drogie, ale każdy wydaje swoje pieniądze jak chce. Mam nadzieję, że w tym roku uda mi się to wszystko kupić, oczywiście chciałabym się dowiedzieć jakie są Wasze Wishlisty nie tylko kosmetyczne, piszcie mi w komentarzu jestem ciekawa. Myślę, że post Wam się spodobał i Was zainteresował.

Do następnego.

Cześć :*

 

 

Moja Makeup Wishlist na rok 2016.

Too Faced Melted Chocolate: test + pierwsze wrażenie.

Hej kochane.

Dzisiaj przyszłam do Was z nowym postem. Opowiem Wam o pomadce z Too Faced Melted Chocolate (Edycja Limitowana). W tej „czekoladowej” edycji wyszło sześć kolorów które dzielą się na 2 wykończenia: metaliczny i kremowy, ten który występuje w poprzednich pomadkach. Ja z sześciu mam tylko jedną, ponieważ to jest moja pierwsza i chciałam zobaczyć czy będę z niej zadowolona, ile czasu się trzyma i czy warto wydać na nią 89 złotych, bo tyle kosztuje na stronie Sephora. Wszystkie mają 12 ml i termin 12 miesięcy od otwarcia. Zdecydowałam się na klasyczne wykończenie, a nie na metaliczne, ponieważ ten kolor był jeden z sześciu który mi najbardziej odpowiadał. Nie mogłam się zdecydować miedzy Chocolate Honey a Chocolate Milkshake, ale na samym końcu wybrałam tą pierwszą, która bardziej podchodzi pod brąz niż ta druga, mając żółtawy ton skory, według mnie bardziej mi pasuje od tamtej.

Opowiem Wam teraz o mojej jedynej, którą wybrałam. Tak jak już powiedziałam moja jest w kolorze Chocolate Honey czyli karmelowy brąz. Wykończenie jest kremowe które idzie pod matowe, jednak nie jest taka matowa jak na przykład Velvet Teddy z MAC. Utrzymuje się na ustach od 4 do 5 godzin bez jedzenia, ale jeśli zjemy to kremowa warstwa usuwa się i zostaje nam delikatny matowy kolor, który „wtapia” się w usta. Jedyny minus, po za ceną, który od razu zauważyłam to że ta pomadka podkreśla skórki na ustach, więc jeśli je macie suche to radze Wam je nawilżyć przed aplikacją. Gąbkowy aplikator pozwala nam łatwo i precyzyjnie nałożyć produkt, jednak radze użyć bezbarwną kredkę do ust. Pomadka bardzo pięknie pachnie czekoladą. Niestety nie wiem jaki ma skład ta pomadka, ale na pewno nie jest bio.

IMG_20160217_171146IMG_20160217_170253

Chyba to tyle na te pierwsze wrażenia, mam nadzieje, że Wam pomogłam jeśli macie zamiar ją kupić. Jeśli nie to chociaż że mój post Was zainteresował.

Do następnego.

Cześć 🙂

Too Faced Melted Chocolate: test + pierwsze wrażenie.

Szpice kryształowe.

Witam się z Wami ponownie. Dzisiejszy post jak możecie się domyśleć z tytułu, jest o szpicach/naszyjnikach kryształowych. W tym sezonie w internecie można znaleźć pełno zdjęć rożnych dziewczyn, które pokazują się w takich cudeńkach, są bardzo modne. Można le nosić do delikatnych bluzek, sukienek czy swetrów. Naszyjniki są moim ulubionym dodatkiem, a te osobiście uwielbiam i polecam. Jak widzicie nie są one aż tak widoczne, ale dają to „coś” taką jakby wisienkę na torcie. Są bardzo skromne i eleganckie, ale uwierzcie mi, ze dają w oko. Po za tym to właśnie ten sezon należny do subtelnej biżuterii, teraz są na topie jak najdelikatniejsze naszyjniki, a według mnie te są bardzo ładne i delikatne. Pamiętajmy o tym, aby nie przesadzić z innymi dodatkami: kolczykami, bransoletami czy pierścionkami, wtedy nie zepsujemy efektu.

Takie wisiorki/naszyjniki można kupić na AliExpress za dosłownie kilka dolarów. IMG_20160211_121846

Na dziś to tyle, krótko i na temat 🙂 Mam nadzieje, ze post Was zainteresował, piszcie mi w komentarzu czy takie cudeńka się Wam podobają. Zobaczymy się w następnym poście. Cześć :*

 

 

Szpice kryształowe.

Ulubieńcy miesiąca: Styczeń 2016.

Witajcie!

Dzisiaj rozpoczynam nową serię: ulubieńcy miesiąca. Mam nadzieję, że ta seria Wam się spodoba i kto wie, może znajdziecie tu jakiś produkt, który Was zainteresuje 🙂

Styczeń się skończył, więc mogę Wam opowiedzieć o tych produktach, które najbardziej mi się spodobały i już po kilku razowym użyciu miałam o nich pozytywne zdanie. W tamtym miesiącu zaczęłam używać sporo nowych kosmetyków, aby przetestować je, bo byłam bardzo ciekawa jak się będą się zachowywać.

Pierwszy produkt który jest po prostu fenomenalny dla moich włosów (uratował mi je), to olejek odbudowujący z marki Yves Rocher.

IMG_20160203_145410

Ten olejek ma posiadające właściwości odżywcze, dzięki temu moje włosy zostały intensywnie odżywione i odbudowane. Produkt ma działanie pielęgnacyjne, o bogatej i przyjemnej konsystencji, nie skleja i nie przetłuszcza włosów. Ja, nakładam go na suche włosy przed myciem i zostawiam go na 10 minut, rozprowadzam go na długości i na końcówki które są zniszczone przez farby i prostownicę. Oczywiście nie zawiera silikonów ani innych szkodzących składników. Jest to najlepszy olejek jaki mogłam zdobyć do tej pory, ma piękny zapach, bardzo mi się podoba. Polska cena to około 30 złotych. Flakonik ma 150 ml, ale wystarcza on na bardzo długo, ja mam go od kilku miesięcy i została mi jeszcze połowa produktu (używam go dwa razy w tygodniu).

Drugi produkt, który chcę Wam przedstawić, również z tej samej marki to żel do kąpieli i pod prysznic Wanilia z upraw Bio, ten też ma bardzo piękny zapach.IMG_20160203_143132

Formuła żelu nie wysusza skóry, oczyszcza ją, jest bardzo komfortowy i przyjemny. To opakowanie ma 400 ml i kosztuje około 17 złotych.

Trzeci produkt, to mój ulubiony podkład, z marki Wycon, która w Polsce niestety jest niedostępny. Te produkty są bardzo podobne do Kiko a opakowania prawie takie same. IMG_20160203_142504

Ten podkład był w Świątecznej Edycji Limitowanej, jednak na rynku można znaleźć coś podobnego. Firma pisze, że jest rozświetlający, jednak nie zostawia on takiego rozświetlenia na twarzy „tłustego” czy „spoconego”, tylko tak jak pisze flawless, skóra jest ładnie rozświetlona i wygląda na zdrową. Ten podkład kosztuje 14,90 euro i ma 25 ml, ale jak mówiłam, nie jest dostępny w Polsce, a szkoda, bo to markę bardzo lubię, ma bardzo dobre kosmetyki low cost.

Czwarty produkt, oczywiście nie mogłam opowiedzieć Wam mojej ulubionej Long Lasting Liquid Lipstick, czyli pomadka w płynie, która po chwili staję się matowa, tak jak widzicie, z tej samej marki co podkład. Użyłam jej codziennie w tamtym miesiącu, oczywiście mam dużo innych kolorów ale ta musiała się pokazać w ulubieńcach stycznia ponieważ to tym kolorem malowałam moje usta czy to w dzień czy to wieczorem. IMG_20160203_144622

Nudziak o pięknym kolorze, bardzo ładnie wygląda w zimowe dni, co prawda suszy trochę usta, jak każde pomadki matowe czy to w płynie czy nie, ale ta jest naprawdę mega, jest ona Long Lasting, testowałam ją i można jeść, pic i nie schodzi. Ja zawsze przed aplikacją takich pomadek matte, używam mojego balsamu i moim ustom nic się nie dzieję. Cena to 6,90 euro, ale wiem, że w Polsce jest coraz więcej marek które robią takie pomadki. Ja je po prostu uwielbiam.

Piaty produkt, następny produkt, znowu z Wjcon, a mianowicie mówię tu o pudrze sypkim matującym który ma kolor biały, ale po nałożeniu staję się transparenty. Wiem, że ten produkt jest dostępny w Polsce, mają go niektóre marki i jest nawet tani. Lubię go, ponieważ, nie zmienia koloru skóry, więc kiedy udaję mi się zdobyć podkład o takim samym kolorze i tonie, nie mam problemu z użyciem tego produktu. Kosztuje on 9,90 i wiem ze z Essence jest taki sam, ale nie sypki i kosztuje mniej. IMG_20160203_145804

Szósty produkt, to moja ulubiona kolorowa kredka do oczu. Jak widzicie jest ona z Kiko Milano. Widziałam kilka dziewczyn z Polski, które mają kosmetyki z Kiko, ale nie wiem, gdzie i czy można je kupić stacjonarnie w kraju.

IMG_20160203_150731

Moja ma kolor złoty, jest bardzo „błyszcząca” i podoba mi się na moich oczach, ponieważ moje są zielone. Zwykła kredka, kupiłam ją za około 1,20 euro ale cudne wygląda z każdym kolorem oczu czy to są zielone, niebieskie czy brązowe.

Siódmy produkt i ostatni który Wam dzisiaj pokaże i był moim ulubieńcem stycznia to bronzer z Kiko Milano. Bardzo łatwy do rozprowadzenia, modelowania. Wybrałam kolor uniwersalny, który pasuje i do jasnej i do ciemnej karnacji.  IMG_20160203_150037IMG_20160203_145916

W dzień, używam go „mało” i idealne pasuje to lekkiego dziennego makijażu, a wieczorem „buduję” go i modeluje żeby contouring był trochę „mocniejszy” i spełnia swoją role. Uwielbiam go, mój jest w tonacji ciepłej ponieważ ja mam żółty ton skóry i te chłodne bronzery robią mi plamy na twarzy, a ten jest super, dopasowany to mojej cery. Kupiłam go w ofercie za 3,90 euro, ale i tak bez oferty można go znaleźć za max. za 7 euro, więc jeśli macie sposób dostania go, zachęcam Was do kupienia bo jest rewelacyjny i przede wszystkim matowy.

Dziewczyny, to koniec na dzisiaj, mam nadzieję że mój post się Wam spodobał lub Was zainteresował, oczywiście piszcie mi w komentarzu jakie były Wasze ulubione produkty miesiąca. Zapraszam Was na mój profil Instagram, link znajdziecie go na samej górze, pod nazwą bloga, tam codziennie dodaje nowe zdjęcia, jestem bardziej aktywna niż tu. Dziękuję Wam za przeczytanie mojego postu i zobaczymy się w następnym 🙂

Cześć 🙂

Ulubieńcy miesiąca: Styczeń 2016.

WITAM WAS SERDECZNIE!

Cześć dziewczyny! Witam Was bardzo serdecznie. Mam na imię Dominika i mam 19 lat. Od kilku lat mieszkam za granicą, mianowicie we Włoszech. Założyłam tego bloga, aby podzielić się z wami moimi pasjami, czyli kosmetykami i fashion, znajdziecie tu też przepisy kulinarne oraz moje podróże i inne rzeczy.

Postanowiłam prowadzić tego bloga w dwóch językach, po polsku i po włosku, aby podzielić się z większością moimi zamiłowaniami. Mam nadzieję, że ten pomysł wam się spodoba i że będziecie miło spędzać czas na moim blogu.

Życzę wam miłego popołudnia i do następnego 🙂

WITAM WAS SERDECZNIE!